Dżuma: czym jest i dlaczego wciąż o niej słyszymy

W pierwszych dniach października 2026 roku w Szelechowie pod Irkuckiem zmarła 28-letnia kobieta, według rosyjskich mediów laborantka instytutu przeciwdżumowego. Rozpoznanie dżumy płucnej potwierdził szef sąsiedniej Buriacji, a blisko 200 osób z kontaktu trafiło pod obserwację szpitalną. Jeden przypadek wystarczył, by słowo znane większości z nas z lekcji historii wróciło na pierwsze strony serwisów.

Dżuma kojarzy się ze średniowieczem, tymczasem bakteria, która ją wywołuje, wciąż krąży wśród dzikich gryzoni na czterech kontynentach i co roku powoduje kilkaset zachorowań u ludzi. Między XIV a XXI wiekiem zmieniło się jedno: znamy czynnik etiologiczny, czyli bakterię Yersinia pestis, drogi szerzenia zakażenia i antybiotyki o udowodnionej skuteczności.

Bakteria starsza niż piramidy

Dżumę wywołuje Yersinia pestis, pałeczka Gram-ujemna spokrewniona z bakteriami jelitowymi. Wyodrębniła się z Yersinia pseudotuberculosis, drobnoustroju odpowiedzialnego za stosunkowo łagodne zakażenia przewodu pokarmowego, i w toku ewolucji zyskała geny, które pozwalają jej przeżyć w pchle oraz błyskawicznie namnażać się we krwi ssaka. Jej materiał genetyczny znaleziono w ludzkich szczątkach sprzed około 5 tysięcy lat, starszych od piramid w Gizie.

Bakterię opisał w 1894 roku w Hongkongu Alexandre Yersin, uczeń Pasteura, w czasie trzeciej pandemii dżumy. Cztery lata później Paul-Louis Simond wykazał, że ze szczurów na ludzi przenoszą ją pchły.

Naturalnym rezerwuarem, czyli środowiskiem, w którym bakteria stale się utrzymuje, są dzikie gryzonie: świstaki i susły w Azji Środkowej, pieski preriowe w Ameryce Północnej, szczury na Madagaskarze. Człowiek jest w tym cyklu gospodarzem przypadkowym: zakaża się, gdy znajdzie się na drodze bakterii krążącej między gryzoniem a pchłą.

Pchła, która napiła się krwi chorego zwierzęcia, staje się wyjątkowo sprawnym wektorem, czyli przenosicielem zakażenia. Bakterie tworzą w jej przedżołądku biofilm, zwartą warstwę blokującą przepływ pokarmu. Głodny owad kłuje raz za razem, a przy każdej próbie ssania dochodzi do regurgitacji: zakażona krew cofa się do miejsca ukłucia.

Wróciliście z Mongolii, Madagaskaru lub andyjskich wiosek i macie gorączkę? Umówcie konsultację u lekarza chorób zakaźnych: stacjonarnie na Bielanach lub online, a przy objawach alarmowych zgłoście się pilnie na SOR. Skierowanie nie jest potrzebne.

Jak dochodzi do zakażenia

Najczęstszą drogą jest ukłucie zakażonej pchły. Drugą stanowi bezpośredni kontakt z tkankami chorego zwierzęcia, na przykład przy skórowaniu upolowanego świstaka. W maju 2019 roku w zachodniej Mongolii zmarło małżeństwo, które zjadło surowe mięso i nerki tego gryzonia, a cały region objęto sześciodniową kwarantanną. W Stanach Zjednoczonych źródłem bywają koty domowe, które polują na zakażone gryzonie i same chorują.

Trzecia droga, kropelkowa, dotyczy wyłącznie postaci płucnej. Chory wydala pałeczki z kaszlem, a zakażenie wymaga bliskiego kontaktu, w odległości do około dwóch metrów, zwykle w zaawansowanym stadium choroby. Dżuma płucna szerzy się więc wolniej, niż sugeruje jej reputacja: chorują głównie domownicy oraz personel medyczny pracujący bez zabezpieczenia.

Zakażenia laboratoryjne należą do rzadkości, ale są dobrze udokumentowane. W 2009 roku w Chicago zmarł 60-letni badacz pracujący ze szczepem atenuowanym, czyli celowo osłabionym i uznawanym za bezpieczny. Sekcja ujawniła u niego nierozpoznaną wcześniej hemochromatozę, chorobę genetyczną prowadzącą do nadmiernego gromadzenia żelaza. Osłabienie szczepu polegało na upośledzeniu pozyskiwania tego pierwiastka, a przeładowanie żelazem u chorego zniosło ten defekt i przywróciło bakterii wirulencję, czyli zdolność wywołania choroby.

Trzy postacie jednej choroby

Obraz kliniczny zależy od drogi, którą bakteria wniknęła do organizmu. Okres wylęgania, czyli czas od zakażenia do pierwszych objawów, trwa od jednego do siedmiu dni, a początek jest zawsze nagły: wysoka gorączka, dreszcze, ból głowy i skrajne osłabienie.

Postać dymienicza stanowi większość zachorowań. Pałeczki wędrują z miejsca ukłucia do najbliższego węzła chłonnego, który szybko powiększa się nawet do rozmiarów kurzego jaja i staje się skrajnie bolesny. To właśnie dymienica, od staropolskiego słowa „dymię”, czyli pachwina, bo tam zmiana pojawia się najczęściej. Bez leczenia umiera od 30 do 60 procent chorych.

Postać posocznicowa rozwija się, gdy bakterie namnażają się we krwi, pierwotnie albo jako powikłanie dymieniczej. Dochodzi do wstrząsu i rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego: w drobnych naczyniach powstają zakrzepy, które odcinają dopływ krwi do tkanek. Martwica obejmuje wtedy palce rąk i stóp, nos, małżowiny uszne. Sczerniałe końcowe części ciała chętnie łączy się z nazwą „czarna śmierć”, choć samo określenie upowszechniło się dopiero kilka stuleci po średniowiecznej pandemii.

Postać płucna jest najgroźniejsza. Powstaje wtórnie, gdy pałeczki docierają do płuc z krwią, albo pierwotnie, po wdychaniu kropelek wydzieliny od kaszlącego chorego, i wtedy rozwija się nawet w ciągu doby. Gorączce towarzyszą kaszel z krwistą plwociną i szybko narastająca duszność. Bez antybiotyku kończy się zgonem praktycznie zawsze. Jako jedyna przenosi się też bezpośrednio z człowieka na człowieka.

Rozpoznanie i leczenie: liczą się godziny

Punktem wyjścia jest wywiad, czyli rozmowa lekarza z chorym. Gorączka z bolesnym węzłem chłonnym albo gwałtownie postępujące zapalenie płuc u osoby, która w ostatnim tygodniu przebywała w rejonie endemicznym (tam, gdzie dżuma stale występuje), miała kontakt z gryzoniami lub pracuje w laboratorium, powinny natychmiast nasunąć podejrzenie dżumy.

Do badań pobiera się punktat z dymienicy (płyn uzyskany przez nakłucie węzła), krew albo plwocinę. Pod mikroskopem, w preparacie barwionym metodą Giemsy, pałeczki wybarwiają się na obu końcach i przypominają agrafki. Rozpoznanie potwierdzają hodowla bakterii i badanie PCR, które wykrywa jej materiał genetyczny. W terenie stosuje się test paskowy wykrywający antygen F1, białko otoczki bakterii, z wynikiem po kwadransie.

Yersinia pestis pozostaje wrażliwa na powszechnie dostępne antybiotyki: gentamycynę, streptomycynę, fluorochinolony i doksycyklinę. Wczesne leczenie obniża śmiertelność postaci dymieniczej do około 10 procent. W postaci płucnej rokowanie jest dobre pod warunkiem, że terapia rozpocznie się w pierwszej dobie objawów. Każda kolejna godzina zwłoki pogarsza szanse chorego.

Osoby z bliskiego kontaktu z chorym na postać płucną otrzymują antybiotyk profilaktycznie przez siedem dni. Samego chorego izoluje się przez pierwsze 48 godzin skutecznej terapii, a personel wchodzi do sali w masce i odzieży ochronnej.

W Unii Europejskiej brak zarejestrowanej szczepionki przeciw dżumie.

Gdzie dżuma występuje dziś

Historia zna trzy pandemie dżumy. Pierwsza, zwana justyniańską, wybuchła w 541 roku. Druga, w latach 1347-1351, zabiła co najmniej jedną trzecią mieszkańców Europy i zostawiła nam słowo kwarantanna: w 1377 roku Raguza, dzisiejszy Dubrownik, nakazała przybyszom z okolic objętych zarazą 30 dni izolacji, a późniejsze przepisy weneckie wydłużyły ten okres do czterdziestu, po włosku quaranta giorni.

Trzecia pandemia zaczęła się w połowie XIX wieku w chińskiej prowincji Junnan i z Hongkongu popłynęła parowcami do portów całego świata. To jej zawdzięczamy dzisiejszą mapę choroby: bakteria dotarła wtedy na Madagaskar oraz do San Francisco i zadomowiła się wśród miejscowych gryzoni.

Współcześnie najwięcej zachorowań zgłaszają Demokratyczna Republika Konga i Madagaskar. Na Madagaskarze sezon dżumy trwa od września do kwietnia, a jesienią 2017 roku wyspa przeżyła epidemię miejską o wyjątkowym przebiegu: 2417 zachorowań i 209 zgonów, przy czym 77 procent przypadków stanowiła postać płucna.

W Stanach Zjednoczonych notuje się średnio siedem zachorowań rocznie, głównie w Nowym Meksyku, Arizonie, Kolorado i Kalifornii. W Azji ogniska naturalne obejmują stepy i góry Mongolii, Chin, Kazachstanu oraz południowej Syberii, gdzie rezerwuarem są świstaki. W Rosji poprzednie potwierdzone zachorowanie odnotowano w 2016 roku w Ałtaju.

Europa jest dziś wolna od ognisk naturalnych. Na ziemiach polskich ostatnia wielka epidemia przypadła na lata wielkiej wojny północnej, na początku XVIII wieku.

Polska i podróżni: realna skala ryzyka

Dla mieszkańców Polski ryzyko zachorowania jest znikome. Brakuje u nas naturalnego rezerwuaru bakterii, a przeniesienie choroby z zagranicy utrudnia sama jej biologia: krótki okres wylęgania i ciężki przebieg sprawiają, że chory trafia do szpitala, zanim zdąży wyruszyć w daleką podróż.

Turyści chorują wyjątkowo rzadko, bo dżuma dotyka przede wszystkim mieszkańców terenów wiejskich, żyjących blisko dzikich gryzoni. Kilka zasad ma jednak znaczenie przy wyprawach w rejony endemiczne, takich jak trekking w Mongolii, podróż po Madagaskarze w sezonie dżumy, pobyt w andyjskich wioskach Peru czy biwak w parkach narodowych zachodu Stanów Zjednoczonych:

Gorączka w ciągu tygodnia po powrocie z takiego regionu, zwłaszcza z bolesnym węzłem chłonnym albo kaszlem, wymaga pilnej konsultacji lekarskiej. Informacja o odbytej podróży bywa wtedy ważniejsza niż wynik pierwszego badania.

Kiedy warto umówić wizytę

Umów wizytę · lekarz chorób zakaźnych w Warszawie · gorączka po powrocie z tropików

Źródła

Autor merytoryczny: dr n. med. Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych, hepatolożka, lekarka medycyny podróży. Treść ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej konsultacji u lekarza. Data weryfikacji: październik 2026.

Zdjęcie: Świstaki tarbagan (Marmota sibirica) w Parku Narodowym Chustajn Nuruu w Mongolii, naturalny rezerwuar bakterii dżumy. Fot. Ljuba brank, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.